Darmowe szkolenie konia
Piękny wiosenny dzień.
Poszedłem po konia na wybieg.
Gdy wróciłem, przed w stajnią stała przyczepa i ładowano do niej konie.
Mój rumak, gdy tylko usłyszał głośne tupanie w podest przyczepy zrobił się czujny.
Gdy podeszliśmy bliżej i za rogiem budynku ujrzał samochód z przyczepą nozdrza mu się rozszerzyły, zaczął szybko oddychać, napiął mięśnie…
Znaczy - nadarzyła się okazja, aby przekonac go, że samochód i przyczepa są cool. Nadarzyła się okazja do darmowego szkolenia konia. Nie musiałem ściągać samochodu, organizować ekipy, która będzie robiła rumor.
Punkt 1.
Sprawdziłem, że nie mam uwiązu okręconego wokół dłoni, nogi itp. Jeśli kursant nie da się edukować może polecieć w siną dal, a ja za nim.
Punkt 2.
Zacząłem do konia mówić sposkojnym głosem i zaczęliśmy chodzić po dużej ósemce. Co chwila koń widział przyczepę, a mógł rónież po kilku krokach skubnąć trawy. Łomoty złyszał cały czas. Bez przerwy mówiłem do niego spokojnym głosem.
Punkt 3.
Prowadziłem konia po prawej stronie.Gdy bardziej się zaniepokoił i usiłował pchać się na mnie wystawiłem łokieć w bok i dałem mu solidnego kuksańca i powiedziałem zdecydowanym głosem “nie wolno!”. Rumak uznał, że jak nie wolno, to nie wolno i przestał sie pchać.
Finał szkolenia
Po kilku minutach koń przestał reagować nerwowo na pakowanie koleżanek do przyczepy (znieczulica???). Dał się wprowadzić na lonżownik leżący vis a vis samochodu z przeczepą. Zostawiony sam popatrzył się chwilę, a potem zaczął skubać trawę.
A było tak strasznie!